WYDARZENIA

“Po aferze z biczowaniem, chłostał on świat swym piórem niczym biczem – aż zmarł. Ów straszliwy pamflecista należał do grona tych osób, które istnieją po to, aby ujawnić różnicę pomiędzy biografią, a żywotem. Z jego biografii można się dowiedzieć tyle, że z torysa przemienił się on w radykała. Z jego żywota natomiast, gdyby ktoś go kiedyś spisał, jasno wynika, że był on torysem zawsze – ponieważ zawsze był radykałem. Niewielu ludzi zmieniało się mniej, niż on; i wokół niego politycy pokroju Pitta skręcali się i skakali, niczym fakirzy tańczący wokół świętej skały. Swój sekret zabrał ze sobą do grobu; a jest on taki, że Cobbettowi naprawdę zależało na prostych Anglikach. Był on konserwatystą, ponieważ kochał ich przeszłość – i liberałem, ponieważ troszczył się o ich przyszłość. A jednak – był także kimś znacznie więcej. Jego udziałem stały się dwie bardzo rzadkie w naszych czasach formy męstwa: gotowość do odcięcia się od zamierzchłych sukcesów oraz gotowość do stawienia czoła nadchodzącej zgubie. Burke powiedział, że niewielu jest zwolenników tyranii, która minęła; nie dodał, niestety, że jeszcze mniej jest krytyków tyranii, która przetrwała. Wpędzając się w coraz bardziej szaleńczą obsesję przeciwko Rewolucji Francuskiej, która ledwie przypadkiem wywłaszczyła bogaczy, nigdy nie skrytykował on (by być sprawiedliwym: może nigdy nie zauważył) Rewolucji Angielskiej, która zaczęła się od kasaty zakonów a zakończyła grodzeniem pól; rewolucji, która skutecznie i systematycznie wywłaszczała ubogich. Retorycznie budując wokół Anglików twierdzę, politycznie nie wpuściłby ich nawet na gminne pastwisko. Cobbett, myśliciel o znacznie większej wrażliwości historycznej, dostrzegł w Tudorowskim łupiestwie początki kapitalizmu i całym sercem je znienawidził; dostrzegł początki kapitalizmu w miastach przemysłowych – i całym sercem przeciwstawił się ich potwornej ekspansji. Paradoks, który głosił, sprowadzał się zasadniczo do twierdzenia, że Opactwo Westminsterskie ma bardziej narodowy charakter, niż Opactwo Welbeck. Ten sam paradoks stał się w jego wypadku źródłem przekonania, że mieszkaniec hrabstwa Warwickshire czerpie większe powody do dumy ze Stradford-on-Avon, niż Birmingham. Szukanie Anglii w Birmingham wydałoby mu się czymś równie dziwnym, co szukanie Irlandii w Belfaście”.
“Zbrodnie Anglii”