KSIĄŻKI

  • s.200, format 155x225 , twarda oprawa
  • ISBN 978-83-950809-3-7

„Od srogości walk zmierzających do wytępienia już nie tylko mężczyzn ale i kobiet i wyrostków, od ustawicznego widoku œśmierci w jej strasznych i wstrętych przejawach żołnierz odwracał się ku rozwiązłej radości życia, szukał upojenia zmysłów. Dla zdobycia środków po temu przed żadnym zyskiem, żadną nie cofał się podłością. Przykład dawała mu starszyzna. Jej zbytek wyuzdany bez wstydu rumieńca ocierał się codziennie i na każdem miejscu o nędzę skrajną. Więziono, zabijano nie tylko czarnych i mulatów ale także białych, aby zagarnąć ich mienie. Tracono zakładników, nawet dzieci małe, na okropny nie bacząc odwet. Urzędnik w niezaleśnoœci a nawet życiu zagrożony przez żołdaków. Na przedaż wystawiana bezwstydnie własność i powaga państwowa. W przetargu zezwolenia na wyjazd do Europy, jako towar szczególnie pokupny. A wszystko to zepsucie przybrało rozmiary potworne, odkąd znikł szacunek dla naczelnika rządu, gdy został nim generał Donacjan-Marya-Józef Rochambeau de Vimeur. Wielkorządztwo swoje pojmował przedewszystkiem jako objęcie haremów po Toussaint-Louverture, po generale Dessalines, po różnych wyspy bogaczach. Jego umysł stępiony użyciem ulegał nastrojom wciąż zmiennym, napięcie woli od chwilowych zależało podniet. Bożyszcze wyznawców dawnego porządku, wróg zaciekły wszelkich ustępstw dla czarnych i kolorowych, ostatnie w walce usunie względy. Stała się ona odtąd więcej niż kiedykolwiek krwawą i okrutną, a wraz i beznadziejną w nieładzie wewnętrznym i odmienionych wkrótce stosunkach zewnętrznych. W tę otchłań zguby rzucone zostały formacje powstałe z dawnych legjonów polskich”.

„Już w tym czasie znajdowała się na San Domingo i legja dawniej Naddunajska. Taką była prosta kolej rzeczy. Po ukończeniu wojny należało się pozbyć obcych zaciągów, z uciszonej wyprowadzić je Europy. Jeszcze jesienią roku 1797 œśród układów o pokój kampoformijski zamyślał Bonaparte przerzucić legjonistów polskich na wybrzeża Afryki i w głąb Egiptu. Zaraz w początkach swych rządów konsularnych chciał paruset z nich użyć jako straży w kolonji karnej na Madagaskarze. Na równi ich stawiał z innymi zbiegami bez ojczyzny i domu. I wespół z przeróżną zbieraniną, zwłaszcza zbędnych wobec porozumienia z Anglją strażników nadmorskich, wysyłał do Indyj Zachodnich. 29 marca 1802 wydano rozkazy odpowiednie”

s.88, format 111.5x150, broszurowa oprawa     

ISBN 987-83-950809-2-0

 

"Niniejsza książeczka przedstawia prowokatora nazwiskiem Aleksander Zwierzchowski, który na polecenie rosyjskiej tajnej policji, po upadku Powstania Styczniowego, próbował wciągnąć emigrantów, a także różne osobistości w kraju, by wzięli udział w Rządzie Narodowym. Rząd rosyjski zamierzał w ten sposób zagarnąć w swoje sieci wszystkich aktywnych politycznie Polaków i w ten sposób pozbawić naród polski warstwy przywódczej. Ciekawe, że identyczny mechanizm został zastosowany już za czasów bolszewickich w zorganizowanej przez Feliksa Dzierżyńskiego tzw. „operacji Trust”. Polegała ona na przekonaniu „białych” emigrantów o istnieniu w Rosji silnej i wpływowej organizacji monarchistycznej, pragnącej obalić bolszewików. W tym celu OGPU taką organizację utworzyła, umieszczając w jej kierownictwie dwóch carskich generałów, którzy byli już bolszewickimi agentami. Oprócz agentów w kierownictwie tej podstawionej organizacji były również osoby nieświadome, co się naprawdę dzieje. Oprócz dezinformacji i wywiadu, celem tej podstawionej organizacji było zwabianie do Rosji zorganizowanych na emigracji członków grup bojowych i antybolszewickich działaczy w celu ich zneutralizowania, albo wykorzystania w następnych etapach operacji. Podobny mechanizm został zastosowany przez MBP w powojennej Polsce, gdzie bezpieka w ramach operacji „Cezary” utworzyła tzw. V Komendę WiN, by za jej pośrednictwem wyłowić wszystkich uczestników antykomunistycznej konspiracji. W tej sytuacji siłą rzeczy pojawia się pytanie o prawdziwą rolę Lecha Wałęsy, który w latach 70-tych był konfidentem SB o pseudonimie „Bolek”. Czy pod koniec lat 70-tych został przejęty od SB przez wywiad wojskowy i wraz innymi osobistościami z opozycji demokratycznej użyty do kierowania „Solidarnością”, a następnie – jako element demokratycznego parawanu, za zasłoną którego komunistyczna soldateska z Wojskowych Służb Informacyjnych kontynuuje okupację naszego nieszczęśliwego kraju?
Lektura tej książeczki nie jest przyjemna, zwłaszcza dla kogoś, kto woli optymistyczną i krzepiącą wersję naszej narodowej historii. To tak, jakby uchylić pokrywę jakiejś studni, z której bucha przeraźliwy smród. Ale to też jest część naszej historii i każdy, kto kocha Polskę, ale miłością dojrzałą, nie powinien się tym smrodem zrażać. Bo – jak pisał Józef Mackiewicz - „jedynie prawda jest ciekawa”.

Ze wstępu S. Michalkiewicza


  • s. 356, format 165x285, miękka oprawa
  • ISBN 978-83-950809-0-6

 

Zanim przeczytasz …

Współczesność zdominowana jest przez fałszywą narrację historyczną serwowaną nam, co najmniej od XVIII w., zarówno przez wpływowy obóz protestancki, jak i kręgi masońskie, wrogie Kościołowi katolickiemu i zastanemu porządkowi świata. Mamy więc dwie całkowicie sprzeczne ze sobą wizje. Polska inteligencja niestety ulega zakłamanej narracji obozu wrogiemu Polsce i katolicyzmowi, a mianowicie środowiskom anty-chrześcijańskim różnej maści. Początku tragedii, a wręcz kataklizmu dziejowego, szukać należy jeszcze wcześniej – w rewolucji protestanckiej, która doprowadziła do trwałego rozbicia Europy na dwa zwalczające się obozy, o czym nadmieniliśmy powyżej. Kluczowym dla nas, jako Polaków, jest okres tzw. Potopu (1655-1660). W tym to czasie chciano narzucić Rzeczpospolitej obcy porządek, który miał być oczywiście protestancki. Wrogom zarówno zewnętrznym jak i wewnętrznym chodziło o zniszczenie Polski, twierdzy i mocnego ogniwa porządku katolickiego w Europie.

W przygotowywanym spisku, który sprowadził wówczas na nas najazd szwedzki
i siedmiogrodzki, znaczącą rolę odegrali różokrzyżowcy – tajna organizacja międzynarodowa o charakterze anty-chrześcijańskim. Jak wiemy, w następnym stuleciu, wyłoniła się z niej inna, formalnie założona w Londynie (1717 r.) organizacja o podobnym charakterze, ale
o znacznie silniejszych możliwościach oddziaływania, znana powszechnie jako masoneria. Najważniejszym spośród różokrzyżowców, który odegrał kluczową rolę we wspomnianych wydarzeniach był z pewnością Jan Amos Komensky, biskup sekty braci czeskich, sławny w świecie i wysławiany do dziś jako „postępowy pedagog”. Niestety, ale ten zajadły wróg katolickiej Polski jest wciąż powszechnie czczony i niemal otoczony kultem. Jako przykład niech posłuży to, że w Lesznie, gdzie zamieszkiwał, znajdują się jego pomniki, ulica, plac, a szkoły są nazywane jego imieniem. Rzecz wręcz skandaliczna! Chociaż Komensky został przyjęty w Rzeczpospolitej jako wygnaniec z Czech podbitych przez Austrię znalazł w tolerancyjnej Polsce gościnę i przez wiele lat z niej korzystał, odpłacił nam za otrzymane dobro przyłożeniem ręki do ściągnięcia na nasze głowy obcego najazdu.. Stał też za kulisami przygotowywanego już wówczas rozbioru, czego uwieńczeniem był zawarty 6 grudnia 1656 r. w Radnot traktat pomiędzy Szwecją, Brandenburgią, Siedmiogrodem i Chmielnickim. Działaniom tym z dalekiego Londynu patronował zaciekły wróg katolicyzmu, dyktator Anglii – Oliver Crommwell, który unicestwienie katolickiej Polski nazywał „wyrwaniem jednego roga z głowy papieskiej bestii”. Jak wiemy, dzięki oporowi naszych przodków, zamiary te nie powiodły się, a Naród Polski odparł wówczas wrogi najazd.

Książka Jędrzeja Giertycha, której wznowienie dzięki staraniom wydawnictwa Pardwa  trzymacie Państwo w ręku dotyczy właśnie tych, prawie nieznanych, a tak ważnych wydarzeń rzutujących na naszą dalszą historię i teraźniejszość. Gdyby sytuacja potoczyła się inaczej, prawdopodobnie nie bylibyśmy dziś już narodem katolickim, a losy Europy i świata potoczyłyby się z pewnością zupełnie inaczej. Mamy nadzieję, że pomimo upływu lat od pierwszego wydania pracy Jędrzeja Giertycha jego książka nie straciła na aktualności
i znajdzie przychylny i szeroki odbiór wśród polskiego czytelnika. Jest to bowiem pierwsze wydanie od 1964 r.

dr Grzegorz Wysok (historyk)

HISTORYJA REFORMY PROTESTANCKIÉJ W ANGLIJI I IRLANDYJI

  • s. 296, format 170x240, twarda oprawa
  • ISBN 978-83-950809-1-3

 

  "Cobbett nie ogranicza się do udokumentowania materialnej, by tak rzec, strony, zniszczeń dokonanych przez protestantyzm w Anglii i Irlandii. Podejmuje też odważną apologię wiary katolickiej i katolickiego Kościoła, zrośniętego z historią Anglii przez osiem stuleci przed katastrofą. Analizując pojęcia takie, jak katolicki, protestancki i Reforma, przy pomocy prostych, zdroworozsądkowych i logicznych argumentów dowodzi nie tylko tego, że rzeczywistość sfalsyfikowała znaczenie słowa Reforma – jako domniemanie zmiany na lepsze – albowiem przyniosła jedynie grabieże i zniszczenia, okropną nędzę i plagę żebractwa, oraz nienawiść i wieczną niezgodę pomiędzy niezliczonymi sektami z niej zrodzonymi, ale również i przede wszystkim unaocznia, że prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa nie mógłby przecież zacząć się dopiero w 1500 lat po Jego narodzinach, działalności, śmierci, zmartwychwstaniu i odejściu aż do czasów ostatecznych, bo musiałoby to oznaczać bluźniercze przypuszczenie, że przyrzekając Swoim uczniom, iż pozostanie z nimi aż do skończenia świata, w istocie zwodziłby ludzi, zostawiając ich samych i wydając na pastwę tego, którego wrogowie papiestwa nazywają „grzesznicą i nierządnicą w purpurę odzianą”. Nikt też z Anglików nie stał się przecież chrześcijaninem za sprawą jakiegokolwiek „protestanckiego świętego”, bo takich nigdy nie było i nie ma, lecz pogańskich Anglików na wiarę chrześcijańską nawrócili wysłannicy papieża. Przez prawie 900 lat historii Anglii i przez 1500 lat historii chrześcijaństwa nie było więc innego chrześcijaństwa i innego Kościoła, niż ten, któremu przewodzi Biskup Rzymu, papież. Jest to więc oczywisty i wystarczający dowód, że to chrześcijaństwo i ten Kościół jest autentycznym Kościołem Jezusa Chrystusa, i nawet ten „kościół ustanowiony” (Established Church), anglikański, do którego należy sam Cobbett, i który szczyci się tym, że przekazuje prawdziwe Słowo Boże, Nowy Testament, nie od kogo innego ma to Słowo, jak od Kościoła Rzymskiego i Powszechnego".

Ze wstępu prof. J. Bartyzela